I znów nadchodzi jesień ... aż sama się dziwię, ze wtedy nabieram odwagi by coś napisać.Tyle się stało, tyle umarło, tyle - że dziwię się, że nadal żyję. Żyję ! Oddycham i chcę żyć.
Nadal uwalniam się od Szatana, to już ostatnie podrygi, jak podskakująca noga oderwana studziennemu pająkowi. Wstyd mi, że jestem psychicznie uzależniona od psychopaty. Tak, jest chorą osobą. Dał temu dowód na tak wiele sposobów. Pokazał to wszystkim. Myślałam, że potrafię nad tym zapanować, myślałam, że ja, że akurat ja będę umiała go zmienić, bo mnie kocha. Nikt nie wierzył, ja nie wierzyłam im. Wstyd mi i boję się, przyznać znajomym, że zostałam przez niego napadnięta pobita, skopana gdy leżałam na chodniku a on cedził przez zęby te wszystkie straszne słowa które bolały mnie bardziej niż kopniaki niż to jak rzucał mną o ścianę budynku i wykręcał ręce ... Sądziłam, że mnie zabije i przerażające jest to, że się nie bałam. Idiotka ! Potrafiłam tylko błagać by mnie zostawił i pozwolił mi iść do domu a gdy to nie poskutkowało nie czułam już bólu. Uśmiechnęłam się szyderczo. Chyba dla tego, że nawet w ten sposób do mnie nie dotarł, do mojego wnętrza. Tak chciał "wygrać" - żałosny człowiek bez prawdziwych argumentów.
Przeraża mnie to co mógł zrobić, bardziej przeraża mnie to, że potrafiłam mu to wybaczyć i to, że mimo, że od lutego nie jesteśmy już definitywnie razem to nie wierzę, że znajdę kogoś lepszego, kto mnie prawdziwie pokocha. Kogoś, kogo będzie cieszyło spędzanie dnia ze mną, kto będzie na tyle wykształcony i "normalny", że bez żenady można będzie z nim gdzieś wyjść, kogoś, kto sobie na tyle radzi w życiu bym nie musiała go utrzymywać i za wszystko płacić, kto będzie miał plany ambitniejsze niż skrzynka piwa w jeden wieczór czy poderwanie jak największej ilości lasek. Kogoś kto nie będzie mi obiecywał, że odda za mnie życie - wystarczy że będzie ze mną szczery, choćby miało to boleć. Normalnego / nienormalnego takiego ot, dla którego będę ważna, kto mnie będzie szanował.
... :( stara głupia dziołcha ze mnie i taka naiwna jeśli chodzi o mój własny przypadek
5 komentarze:
Wiesz, dzisiejszy świat promuje takie zachowania... Zresztą, sam na to strasznie narzekam...
I są normalni, którzy mają jednak większe ambicje... Którzy walczą o marzenia, mimo, że są co chwilę ściągani w dół. Którzy szanują.
Tylko... są zazwyczaj nieoszlifowanymi diamentami, więc w błocie ciężko ich będzie zauważyć, bez gruntownego przyglądania się.
Chcę powiedzieć: miej wiarę w ludzi, mimo wszystko.
Taki to paradoks życiowy, wiem, ze tacy ludzie gdzieś tam są - tylko, ze ja ich nie spotykam.
Spotykasz... Tylko wydają Ci się tacy... zlewający z tłem, jakby zawsze byli gdzieś tam, ale nie do końca wiadomo gdzie... Na których nie zwracasz uwagi, bo i po co... A oni potrafią być najbardziej zaskakujący...
a ja się nie zgadzam! Nie mówię o ludziach, których mijam na ulicy i których nie mam okazji poznać tylko o tych, których poznaję. Zwracam uwagę na te osoby, ale nie znaczy to, że każda z nich może być czy też chce być moim bliższym znajomym. Większość tych ludzi się już sparzyła (czyt. dobrała w pary) i sa albo powiązani kredytami, obrączkami czy potomkami. Na prawdę ciężko mi się zgodzić z tym, że ignoruję ludzi i nie wnikam w ich głębię dla tego ich nie znam. Czasem po prostu się ich na prawdę nie spotyka i nie poznaje ....
A czasem właśnie spotykam taki diament w błocie jak to mówisz ... w którym widzę potencjał, który pragnę docenić ale czasem takiemu kamyczkowi lepiej jest siedzieć w tym swoim gnoju bo mu tam bezpiecznie niezależnie jak ładnie wyciągnę do niego dłoń - mnie boli serce a jego ?
Prześlij komentarz