Nie wiem czy mam się cieszyć czy płakać. Udało mi się oderwać od przerażających zmartwień ścigających mnie na codzień. Upiorów siedzących mi na ramionach. Podobno najskuteczniejszym sposobem na ból jest zranienie się w inne miejsce. Tak to odbieram.Moja lubieżna natura ostatnio była uśpiona. Zawsze byłam kocicą i lubiałam kożystać z tego i czerpać nieopisaną przyjemność.
Najpierw przyszła niewierność Szatana, to jak lubi flirtować, to jak mnie okłamuje, to jak z tym walczyłam i to jak wracało gdy myślałam, że jest już dobrze. Kłamstwo za kłamstwem - gdy znormalniał przestał brać, odciął się od środowiska dla mnie było już za późno. Moje zaufanie zbyt wiele razy zostało nadwyrężone. Przekonałam się, ze potrafię bardzo dużo wybaczyć. Za dużo. Nawet w życiu naiwnego zakochanego człowieka przychodzi moment, gdy nie może znieść już więcej. Wiem, że poprawę powinno się nagradzać - proste ale jakże skuteczne. Zaufanie zostało jednak zniszczone i choć próbuję nie dam rady tego przeskoczyć.
Potem przyszła moja choroba. Pojawiła się ni z tąd ni z owąd i nie mam innych podstaw by twierdzić, że to Szatan nieumyślnie był jej sprawcą. Na niego nie zadziałało, ja mam słabą odporność organizmu. Masa wydanych pieniędzy, masa zdrowia i nerwów, ale jest już dobrze. Dobrze fizycznie bo psychicznie przez kolejne pół roku bałam się przy każdym zbliżeniu. Byłam wręcz przerażona i moja cząstka satysfakcji skutecznie umarła sobie przynajmniej częściowo.
Kolejno było zupełnie dorosłe życie. Chociaż prowadziłam je od śmierci Mamy - sama wszystko musiałam zorganizować i owszystko zadbać to z końcem studiów skończyła się "darmowa" kasa a w połączeniu ze zderzeniem z rzeczywistością, gdzie okazuje się, że po wyższych, bardzo ciężkich studiach nadal jest się nikim i w rzeczywistości lepiej by się wyszło kończąc zawodówkę i mając fach, przerodziło się to wszystko w pasmo przerażenia, zmartwień i ciągnącego się doła przyduszonego presją ... wszystkiego i wszystkich.
Po tym wszystkim tak się w sobie zacietrzewiłam i zdziczałam, że totalnie stałąm się aseksualna, mam wrażenie, że przepisane przez lekarza tabletki miały dodatkowy wpływ na moje libido, które sobie po prostu przestało istnieć. Musiałabym wrócić do formy. Rozkręcić się. Wszystko mi to utrudnia.
Wczoraj pszeszliśmy kłótnię która obudziła się w dalszym ciągu w dniu dizsiejszym. Nie chcę się na ten temat rozpisywać. Wkurwia mnie to, ze Szatan nie stanowi dla mnie intelektualnego wyzwania. Jest bardzo seksowny, tyle, że nie nadaje na tych samych falach pod względem potrzeb emocjonalnych. Ma wszystko czego chciałoby się od mężczyzny idealnego - to co nas różni to nasze zboczenia i choć w nich również się zgadzamy to on wyznaje je w formie fizycznej a ja psychicznej. Potrzebuję rozmowy, potrzebuję podkręcenia, jego to denerwuje. Mówi, zę to chore. Chore, zę pytam o jego doświadczenia bo on nie chciałby nic wiedzieć o moich byłych. Nie chce się udręczać jego mnogimi partnerkami seksualnymi, ale nie chcę słuchać o jego doświadczeniach, które sobie wymyślił czy tych które widział na ekranie. Co w tym dziwnego, że chcę by mówił, by opowiadał o swoich odczuciach o odczuciach kobiet. Nigdy nie byłam z kobietą. Gdy przyjaciółka opowiedziała mi o swoich przeżyciach to choć mam już trochę lat było to dla mnie nowością. Ja nigdy w ten sposób nie czułam seksu. Nie mówię, że w moim przypadku jest gorzej czy lepiej - jest inaczej i chciałam sie dowiedzieć jak jeszcze może być.
Pytałam o jego doświadczenia nie dlatego, zę chcę się udręczać przeszłością, po prostu jestem gotowa nie wziąć tego do siebie. Potrzebuję psychicznej stymulacji. Chciałabym by ktoś mi powiedział, czy rozumie co mam na myśli, czy ja faktycznie nie przekazuję, żadnych informacji ? Rozzłościł się i choć to on naciskał na tą rozmowę a ja jej nie chciałam prowadizć to później się tylko wkurwił, wydarł i wyszedł zostawiając mnie "na lodzie". Liczył, ze powiem coś typu "ok chciałam CI oznajmić że od dziś chcę byś mnie pierdo**ł w oczodół" albo że "chcę uprawiać seks z nim i by jednocześnie 5 innych kobiet go obsługiwało ? " O dziwo z powiedzeniem nawet tak absurdalnej rzeczy nie miałąbym problemu. Problem stwarza mówienie mi o moich uczuciach a nie wiem jak mu przekazać tak żeby zrozumiał, że potrzebuję stymulacji psychicznej a nie wizualnej. Nie jestem mężczyzną. Jeśli tego nie mógł zrozumieć, jeśli tylko sięp odkurwił, jak mam uwierzyć ze da mi zadowolenie i usatysfakcjonuje mój umysł jeśli nie potrafił zrobić tego tą rozmową.
Wszystko to zaczęło się od rozmowy z przyjaciółką po której zaczęłam się zastanawiać jak to byłoby lubieć pieszczoty łechtaczki - ja ich nienawidzę. Chciałabym wiedzieć jak on to odbiera, czy był z kobietą która miała wielokrotny orgazm. Ja nie potrafię sobie wyobrazić, ze to mogło by być przyjemne. Przeciąganie stosunku mnie boli fizycznie i psychicznie i dodatkowo męczy. Nie piszę tu, że jest to złe i nie krytykuję nikogo, wiem po prostu, że ja tego nie czuję. Nie wydaje mi się żebym przez to coś traciła Ja to po prostu inaczej czuję. Z czystej ciekawości nie z zazdrości interesuje mnie co czują inne kobiety bo napewno jest wiele rzeczy, które poza tu przytoczonymi czuję inaczej. Nie uważam, żebym byłą psychicznie chora czy nienormalna, ze mnie to interesuje. Nie mam zbytnio kogo zapytać jeśli chodzi o kobiety. Zapytałam w związku z tym Szatana o jego doświadczenia z kobietami.
Skończyło się kłótnią i moim głębokim smutkiem, że nie ma między nami porozumienia a on nie ma cieprliwości mnie wysłuchać i ostatecznie uświadomieniem sobie, że w tym wypadku nie mogę liczyć na intelektualną stymulację której potrzebuję.
Jest mi źle.
0 komentarze:
Prześlij komentarz