niedziela, 14 lutego 2010

Rok bieżący w skrócie


Weny mi brak, bo na pewno nie zdarzeń do opowiadania. Czasem niektóre rzeczy tak przytłaczają, że nie mam siły dręczyć mojego umysłu jeszcze bardziej przelewając myśli na piksele.
Byłam na "wakacjach" pierwszych od dawna. Tydzień. Znając swoje szczęście jestem przekonana, że przyjdzie mi jeszcze zapłacić za to, że trafiłam na najbardziej śnieżny tydzień, najbardziej śnieżnej zimy ostatniego dziesięciolecia. Ostatnie uciułane grosze wydaliśmy z Szatanem na wyjazd w góry. Bawiłam się jak nigdy ! Szkoda, ze nikt ze znajomych nie mógł z nami pojechać. Rozpieszczaliśmy się jak dzieci. Heh jako dzieci niezbyt mieliśmy do tego okazję. Całe dnie na stoku i wieczory przy grzanym winie. Sralentynki są niczym w porównaniu z każdym dniem, który mogę spędzić z Nim. To tyle w kwestii mojego zdania co do celebrowania dnia dzisiejszego.
Zakończyłam pracę w firmie. Było bardzo smutno. Poryczałam się jak głupia, gdy wszyscy przyszli z prezentem się ze mną pożegnać. Coś we mnie pękło. Chociaż płacili psie pieniądze za nic nie zamieniłabym towarzystwa tych ludzi. Trochę uciekłam. Mam nadzieję, ze nie odebrali tego źle. Nie mogłam już tam być bo było mi naprawdę smutno.
Jutro zaczynam nową pracę. Nie jest to moja wymarzona posada. Mam nadzieję, ze się czegoś nauczę, będę miała stały przypływ gotówki i nie dam dupy. Nie znam się na rozliczeniach. Trochę się boję. Praca skradnie mi czas. Kawałek drogi będę musiała dojeżdżać.
Przyznam, ze mam jesienny klimat. Jak to mówi Szatan "wszystko jest WRONG".
Na domiar złego, moja kotka mająca już 11 miesięcy ma właśnie ruję. Ciężko jest wytrzymać w domu.
Mam nadzieję, że się trochę ruszy, że będę mogła iść dalej, że znów coś nie pokrzyżuje mi planów jak ta stłuczka, przez którą kasa którą mieliśy musiała iść na wymianę drzwi w aucie, że te znaki drogowe staną się dla mnie szczęśliwe i finansowo opłacalne.
Trzymam za nas kciuki.

0 komentarze: