
Z roku na rok jakoś coraz mniej radości w tych świętach. Chyba po prostu ludzie mnie otaczający się starzeją i stają się bardziej zgryźliwi, bo na pewno ze "świąt" nie wyrosłam.
W sylwestra musiałam przyjść do pracy. Ja, sekretarka i koleżanka z pokoju. Siedziałyśmy we trzy (z czego sekretarka się słaniała w 40 stopniowej gorączce). Wieczorna impreza była spoko, ale nie rewelacyjnie. Znajomi znajomych ... Najlepsze z tego wszystkiego było driftowanie trabantem po zasypanej ulicy :)
Ostatnio mamy z Szatanem sporo nieporozumień, muszę iść do lekarza żeby mi tabletki zmienił o ile to możliwe bo widzę tutaj problem. Jest moim słoneczkiem i naprawdę żadę żadnego faceta, z tych których znam nie ma co porównywać bo odpadają w przedbiegach.
Smutno mi jakoś tak dzisiaj.
Dekada leci .. nie czuję różnicy. Życzenia sobie daruję - po prostu niech będzie dobrze.
0 komentarze:
Prześlij komentarz